sobota, 30 maja 2015

[4] Keep holding on

notka na dole, ważne. 

Kiedy miałem siedem lat zgubiłem się babci w wesołym miasteczku. Byłem na karuzeli, a potem już jej nie było. Nie pamiętam jak ją odnalazłem, ani jak wróciliśmy. Zawsze powtarzała mi, żebym nie płakał, bo Ci, których kochamy zawsze wracają. Dopiero teraz, gdy dorosłem, wiedziałem jak bardzo mnie wtedy okłamała...


flashback


- Zawsze chciałam tańczyć. - szepnęła brunetka wtulając się w klatkę piersiową chłopaka. Leżeli na łące, kompletnym pustkowiu, gdzie nikt nie zaglądał, bo w Portland nie doceniało się uroków flory. Zawsze było coś innego do zrobienia, zawsze ludzie mieli coś ciekawszego do obserwowania. Jednak dla nich to nawet lepiej, Adam nigdy jakoś nie przepadał za towarzystwem ludzi, po za tym nie chciał, żeby Melanie miała nieprzyjemności przez znajomość z nim. W końcu nie każdemu podobało się to, że się zadają. Uśmiechnął się szeroko unosząc się na łokciach i przyglądając się uważnie dziewczynie, która w tak krótkim czasie zdobyła jego serce. Oczywiście nie przyzna się do tego i tak ciężko przyszło mu przyznanie się przed samym sobą, a co dopiero przy kimś innym. Wstał z trawy i wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny by pomóc jej wstać. 
- Jeśli nie przeszkadza Ci deptanie po stopach, to zapraszam. - uśmiechnął się szeroko, gdy tylko zobaczył jej wesołe iskierki w oczach i oplótł ją ramieniem wokół talii, zaś drugą ujął jej dłoń, zaczynając się delikatnie kołysać. 
- Kiepski z Ciebie tancerz. - zaśmiała się brunetka, gdy tylko po raz pierwszy Adam nadepnął jej na nogę. 
- Na to wychodzi. - zawtórował jej śmiechem i przystanął patrząc jej prosto w oczy. Szczerze mówiąc strasznie go onieśmielała. Jego. Tego chłopaka, który mówił, że nigdy się nie zakocha, że nigdy żadna dziewczyna go nie "uwięzi". Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale za chwile się wycofał. Bał się tego co mógł do niej czuć. Bał się przywiązać i zostać zranionym. Za dużo miłości już okazał rodzicom, którzy raczej tego nie docenili i bez żadnych wyrzutów sumienia zmiażdżyli jego serce i wyrzucili do "kosza". - Mel...
- Tak? - uniosła brew do góry, a na jej twarzy malował delikatny uśmiech. Wyglądała tak idealnie, że teraz naprawdę nie dziwił się tym wszystkim jej kolegom, którzy tylko obstawiali kiedy z którymś pójdzie na randkę. Tylko, że z nimi nie chciała iść. Wolała takiego wyrzutka społecznego jak Adam. 
- Kocham Cię. - szepnął, a brunetka tylko szerzej się uśmiechnęła i uniosła na palcach by dosięgnąć jego ust i jej pocałować.
- Ja Ciebie też Hendrix. - zaśmiała się i szturchnęła go łokciem. A on tylko zaśmiał się i przyciągnął ją ponownie do siebie by ponownie zasmakować jej ust. 



***



- Gdzie idziesz? - Melanie stanęła opierając się o framugę drzwi i patrzyła z wyczekiwaniem na Adama. Bała się za każdym razem, gdy wychodził sam. Nie to, że mu nie ufała, ale dopiero wszystko zaczęło się układać i bała się, że ponownie go pociągnie do narkotyków i to co budowali przez ostatnie kilka miesięcy posypie się w ekstremalnym tempie. 
- Niedługo wrócę. - uśmiechnął się do niej szeroko i podszedł by cmoknąć ją w usta. Doskonale wiedział o jej obawach. Tylko, że...On już po prostu nie potrzebował do szczęścia narkotyków. Miłość do Melanie go tak zaślepiła, że nawet nie odczuwał problemów zdrowotnych. 
- Ale gdzie idziesz? - odsunęła się od niego na parę centymetrów, a w jej oczach pojawił się niepokój. W końcu na początku tyle razy ją okłamywał, że idzie do pracy, a tak naprawdę szedł z kolegami i nie wracał do ich mieszkania, które wynajmowali. A potem umierała ze strachu szukając go po całym Portland. 
- Nie mogę powiedzieć. - uśmiechnął się lekko, wiedział, że tymi słowami tylko podwoi niepokój swojej ukochanej, ale nie mógł jej powiedzieć. To była niespodzianka, a przecież gdyby jej powiedział, to nie byłoby w tym nic fajnego. 
- Adam... - jęknęła z zawodem wbijając w niego wzrok. Teraz już naprawdę tylko myślała o tym, gdzie tym razem będzie go szukać. - Jeśli idziesz...To chociaż mi powiedz, gdzie mam po Ciebie potem przyjść. - w jej oczach zaszkliły łzy, a szatyn zacisnął na to wargi w cienką linię. Nie. Nie dziwił się jej. Pewnie sam na jej miejscu by ją jeszcze bardziej kontrolował, a ona chociaż trochę mu zaufała.
- Mel...Nie idę ćpać. Mam coś do załatwienia, ale to ma być niespodzianka. - mruknął i przyciągnął ją do siebie cmokając w czoło. - Byłaś jak haust świeżego powietrza. Tonąłem, a ty mnie uratowałaś. Nie zamierzam tego zniszczyć. Chce żyć normalnie, ale tylko wtedy, gdy ty jesteś przy mnie. 




end of flashback




Adam POV

Przetarłem dłonią oczy, a uporczywy dźwięk telefonu za nic w świecie nie chciał mi dać spokoju. Odwróciłem głowę i popatrzyłem na zegarek, który wskazywał trzecią w nocy. Co do cholery?
- Halo? - mruknąłem i podniosłem się do pozycji siedzącej starając się jakoś ogarnąć sam siebie by choć trochę trzeźwo myśleć.
- Adam... - cichy szept Jenny trochę mnie zdziwił. W jej głosie było coś innego...Przerażenie?
- Co się dzieje? - można powiedzieć, że poziom adrenaliny podskoczył mi w tym momencie do tego stopnia, że już w ogóle nie chciało mi się spać. Mimo wszystko zawsze martwiłem się o blondynkę, a w tym momencie po prostu zapragnąłem mieć ją obok siebie, żeby tylko była bezpieczna.
- Ja...ja jestem na komisariacie. Potrąciłam człowieka... - załkała w słuchawkę, a ja tylko zacisnąłem wargi by powstrzymać się od jakiegoś niemiłego komentarza. Dobra, wiedziałem, że Jenny nie jest święta. Że zawsze idzie na łatwiznę i zawsze jeździ samochodem. Nie ważne, czy była zjarana czy pijana. Tylko, że zawsze jej to uchodziło na sucho. - Mógłbyś pojechać do szpitala i dowiedzieć się w jakim jest stanie? Proszę...



***


Stanąłem przed salą gapiąc się w szybę, która rozciągała się na całej ścianie dając widok na całe pomieszczenie. Naprawdę myślałem, że zobaczę jakąś dziewczynę w lepszym trochę stanie. Jednak, gdy zobaczyłam czarne, długie włosy rozrzucone na łóżku i rysy twarzy, które zapamiętam do końca życia, poczułem jak spadam, serce łamie mi się na milion kawałków, a przed oczami robi się ciemno. 

Czekaj na mnie.
Na pewno wrócę. 
Zostań tu. 
Kocham Cię. 
Zawsze będę przy Tobie. 


Wszystkie moje słowa wydawały mi się teraz takie...puste. W głowie układały mi się same czarne scenariusze. A co jeśli...
- Przepraszam. - złapałem za ramię przechodzącego lekarza. Musiałem się czegokolwiek dowiedzieć. Musiałem wiedzieć, że wszystko będzie dobrze. I to już nie chodziło o Jenny, która właśnie teraz zostawała przesłuchiwana na komisariacie i pewnie stanie przed sądem. Nie chodziło mi o jej gówniany wyrok, w tym momencie najmniej mnie on obchodził.
- Słucham... - lekarz uniósł brew patrząc na mnie znacząco. Pewnie już nie pierwszy raz zaczepia go jakiś zrozpaczony dwudziestolatek. Co tu się dziwić.
- M-melanie Brooks...Co z nią? - do końca nie jestem pewien czy rzeczywiście mężczyzna zrozumiał co miałem mu do przekazania, ale zmarszczył brwi i popatrzył w swój notatnik.
- A pan to...? - zanim cokolwiek powiedział musiał dopełnić formalności. Co tu zrobić?
- Narzeczony. - powiedziałem szybko jakbym bał się, że gdy tylko chwile dłużej się zastanowię, to doktor mi nie uwierzy i będzie podejrzanie patrzył rzeczywiście sprawdzając czy w takim jesteśmy związku.
- Panna...Brooks ma rozległe obrażenia wewnętrzne. Trzy złamane żebra, usunęliśmy śledzionę, jak na razie jest stabilna, jednak...Najbliższe 24 godziny zadecydują co tak naprawdę będzie. - przeniósł wzrok na mnie i widziałem w nich współczucie. O czymś mi nie mówił. Byłem tego pewien. - Ale proszę być dobrej myśli. - poklepał mnie po ramieniu, jakby to w jakiś sposób miało mi dodać otuchy. Człowieku, było całkowicie na odwrót.
- Mogę do niej wejść? - mój głos nadal brzmiał nienaturalnie. Wręcz dziwnie, jakby w ogóle do mnie nie należał. Dopiero, gdy mężczyzna pokiwał głową znalazłem w sobie jakąś siłę i wszedłem do sali ciągnąc za sobą nogi by w końcu usiąść na krzesełku obok łóżka brunetki.
- Mel... - szepnąłem biorąc delikatnie jej dłoń. Blada i zimna, ale wciąż jej. Ucałowałem jej kłykcie, a w moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Nawet nie wiem kiedy wydostały się z moich powiek, ale zacząłem płakać jak dziecko. Już nie mogłem tego powstrzymywać. - Przepraszam...Tak bardzo przepraszam. - oparłem swoją głowę o ręce starając się jakoś ogarnąć, bo jedyna myśl jaka mi tylko przychodziła do głowy, to to, że ją stracę. Że już nigdy się do mnie nie uśmiechnie, nie pocałuje jej, czy nawet nie będę unikać jak to ostatnio robiłem. - Kocham Cię. Zawsze będę. Nie możesz mnie zostawić. Teraz wszystko będzie już dobrze. Tylko daj mi szansę to naprawić. - i...cisza. Nie było tak jak w filmach, gdzie śpiąca osoba nagle się budzi i wszystko sobie wybaczają. Nie. Jedynym dźwiękiem był dźwięk respiratora, który dawał znać, że serce mojej ukochanej jeszcze bije.




____________________________________________________________________________
Na początku przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. W sumie...Nie wiem, jakoś się zdemotywowałam do pisania. Historia tego opowiadania wydaje mi się taka banalna, że nie wiem..Zastanawiałam się nawet nad usunięciem bloga, nawet przez jeden dzień to zrobiłam, ale przywróciłam go z powrotem. Nie wiem...No, ale macie rozdział, który pisało mi się wyjątkowo ciężko. Napiszcie jak wam się podoba itd.

5 komentarzy:

  1. Rozdział jest cudowny. Nie wyobrażam sobie, żebyś usunęła tego bloga. Nie wyobrażam sobie, jak to jest ie poznać dalszych losów Adama i Mel, zwłaszcza teraz. Przegapiłam ten dzień. Ja zawsze byłam zdania, że nie liczy się oryginalna tematyka, tylko jej sposób przekazania, a Twój sposób i styl pisania jest piękny.
    Czekam z utęsknieniem na następny rozdział i mam nadzieję, że będzie Ci się go pisało o wiele, wiele lżej. Życzę weny, xxo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie się z Tobą nie zgadzam opowiadanie nie jest ani trochę banalne.
    Naprawdę masz wielki talent. Normalnie kocham twoje opowiadanie i również nie wyobrażam sobie tego, że je usuniesz.
    Rozdział oczywiście genialny i mam nadzieję na kolejne. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chcę następny!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rozdział!!! Czekam na nn i życzę weny. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam za spam
    Zapraszam Cię na moje fan fiction:
    http://18th-street-jbff.blogspot.com/
    "Życie na ulicy nie jest dla słabych. Oni zdążyli się o tym przekonać."
    http://priest-jbff.blogspot.com/
    "Zobacz, jak Justin Bieber spełni się w roli księdza!"
    http://getting-closer-jbff.blogspot.com/
    "Wrócił po niemal trzech latach, po wielu wyrządzonych krzywdach. A ja? Ja nadal nie potrafię przestać go kochać"

    OdpowiedzUsuń