czwartek, 14 maja 2015

[3] Love the way you lie.



Adam POV


- Mel! Melanie! Otwórz te pieprzone drzwi! - uderzyłem drżącą ręką w drewniane drzwi, ale w sumie mało to mi dało. Brunetka nadal siedziała zamknięta w pokoju i za nic w świecie nie chciała mi otworzyć. 
- Spierdalaj powiedziałam! - zza drzwi słychać było szum przesuwanych mebli. Nawet nie chciałem wyobrażać sobie co ona tam robiła. Nie powinienem zostawiać jej samej. Ale ile mnie nie było? Pół godziny? Góra godzinę. Łzy bezsilności cisnęły mi się do oczu. Nie wiedziałem co teraz źle zrobiłem...Naprawdę. A musiałem iść do domu, chociaż na chwilę, po rzeczy i żeby wysłuchać jak to bardzo przeszkadzam im wszystkim w życiu. 
- Melanie...Kochanie. Proszę, otwórz drzwi. Nie chce się kłócić.. - nie wiem czy słyszała mnie, jednak za chwile usłyszałem dźwięk otwieranego zamka, a zza drzwi zobaczyłem zapłakaną Brooks. Serce mi się krajało, gdy tylko ją widziałem w takim stanie. Przyciągnąłem ją do siebie oplatając szczelnie ramionami, a ona po prostu się rozpłakała. Co mogłem robić? Ostatnio naprawdę nie wiedziałem co się z nią dzieje, jakby ktoś podmienił moją ukochaną. - Powiedz mi teraz. Co się stało mała? 
- Ja...Ja...Ciebie nie było. I oni przyszli. I ja nie wiedziałam co robić. Nie chcieli odejść. Krzyczałam. Płakałam, a oni nic. Nie wiem. - kręciła głową, a z jej oczu ponownie wypłynęły łzy. Chciałem jej pomóc, naprawdę. Ale przed czym miałem ją bronić? Przed samą sobą? Przed głosami w głowie? Czułem się tak bezsilny wobec jej omamów, że samemu chciało mi się płakać. Widząc jak cierpi, a ja nic nie mogę z tym zrobić. - Nie zostawiaj mnie. Nigdy. Proszę Cię, Adam. 
- Nie zostawię, nie martw się księżniczko...


Otworzyłem oczy, a moje serce waliło jak młotem. Wszystko wracało. Wiedziałem, że tak będzie, gdy tylko Melanie pojawi się po raz kolejny w moim życiu. Chociaż tak prawdę mówiąc to nigdy nie zniknęła z niego. Zawsze była w moim sercu i wątpię, żebym kiedyś potrafił się jej pozbyć. Ja też ją oszukałem, złamałem dane słowo. Mówiłem, że nigdy jej nie zostawię, że zawsze będziemy razem. Tylko niby czemu teraz czułem się winny za rozpad naszego związku? Przecież to była pieprzona jej wina. Tylko teraz...Gdy mam przebłyski tego co stało się w klubie jakoś nie umiem o niej myśleć jak o suce, która mnie zraniła. Cierpiała. Może nie tak samo jak ja cierpiałem, ale w jakimś stopniu też ją to wszystko bolało. I naprawdę ciężko było mi odejść wtedy od niej, nie odwracając się. Tylko wiedziałem, że byłem zdolny jej wszystko od razu wybaczyć, nawet jeśli nie mam do niej zaufania, to jednak...Kocham ją. Tylko zraniona duma nie pozwala mi się do niej odezwać. No może jeszcze strach przed tym, że ponownie coś odwali mnie przeraża.


Frances POV


- Nie chciałam tego spieprzyć! Naprawdę! - biegłam za blondynem, jednak on uparcie przyśpieszał kroku ani razu nie odwracając głowy. Dopiero, gdy szarpnęłam jego ramię zatrzymał się i wbił we mnie pusty wzrok.
- Nie chciałaś? Ale spieprzyłaś! Ja pierdolę Frances czy ty jesteś naprawdę idiotką?! - jestem wręcz pewna, że jego wrzask było słychać na całej ulicy, a ja skuliłam się w sobie, Szczerze mówiąc nie wiem czemu się nim przejmowałam. Nigdy mnie nie obchodziło to co czuje, a teraz nawet czułam jak w moich oczach zbierają się łzy. Tylko, że ja nigdy nie płaczę. Nawet na pogrzebie mojej matki nie uroniłam nawet łzy. -  Latam za Tobą jak popierdolony, a ty jak zwykle rozkładasz nogi przed pierwszym lepszym idiotą! Boże, myślałem, że wcale nie jesteś taką dziwką jak mówili, ale najwidoczniej jestem kurewsko naiwny. - warknął tylko zbliżając się do mojej twarzy. Wiedziałam, że wypad do klubu z James'em to był zły pomysł. Tylko nie wiedziałam, że to wszystko tak się skończy. - Ale rób sobie co chcesz. Ja już nie mam siły się starać. - machnął ręką i ruszył w stronę hotelu nie odwracając się za siebie.



***


- Hej...Mogę wejść? - otworzyłam lekko drzwi do pokoju James'a czekając na jego jakąkolwiek reakcję. Ale nic. Popatrzył się tylko na mnie przez chwile, a potem zaraz spuścił wzrok. Wsunęłam się do pokoju i ruszyłam w jego stronę. Nie mógł mnie teraz tak zostawić. Nie po tym jak zrzucił to całe gówno i przestał się do mnie odzywać. Czułam się teraz rzeczywiście jak dziwka. Jakbym...W jakiś sposób go zdradzała, a przecież nasz układ był przejrzysty - tylko seks, nic więcej, w końcu się nienawidzimy. 
- Nie chce tak już Frances...Nie umiem już udawać, że mnie to nie rusza... - westchnął ciężko nie podnosząc na mnie wzroku. Moje serce nagle przyśpieszyło jakbym dostała jakiegoś ataku, a policzki zaczęły wręcz parzyć. Co jest? No wybaczcie, ale ja jakoś nigdy nie byłam romantyczką, a już tym bardziej nie chciałam mieć na głowie zakochanego Wilde'a. Przecież to było chore. - Nie chce się Tobą dzielić. Nie wiem jak to się stało, ale już nie umiem się przed tym bronić. Nie chce się ukrywać, nie chce żeby łączyło nas tylko łóżko. Już mi to nie starcza, rozumiesz? - wyrzucił ręce w powietrze w końcu unosząc na mnie swoje oczy. - I zakochałem się w Tobie, okej? Kolejnego naiwnego frajera owinęłaś sobie wokół palca, możesz być zadowolona. Zresztą, to bez sensu...Zapomnij. 
Spuściłam wzrok na swoje dłonie, które teraz wydawały mi się najciekawszą rzeczą na świecie. Nie wiedziałam co mam mu na to wszystko odpowiedzieć. Nie chciałam go tracić. Bo w pewnym sensie ja też się do niego przywiązałam. Lubiłam, gdy rano, zanim znikałam do swojego pokoju  czochrałam mu włosy, a on marszczył zabawnie nos robiąc minę pięciolatka. Lubiłam, gdy chował mnie w swoich ramionach i przyciągał go klatki piersiowej, czy choćby całował w czoło na dobranoc. Usiadłam koło niego na brzegu łóżka i zmierzwiłam mu dłonią włosy, a on zareagował tak jak zawsze. Tak samo zmarszczył nos. W ten sam sposób, który sprawiał, że po moim ciele rozchodziło się ciepło. 
- Też tak nie chce. - zaraz. To ja powiedziałam? Pewnie miałam na twarzy takie samo zdziwienie co James, ale poczułam się...lżej. Jakbym zrzuciła z siebie jakiś wielki ciężar. - Nie chce Cię tracić. 
Nie myślałam, po prostu mówiłam, a raczej słowa same ze mnie wychodziły. Nie panowałam nad tym, to był jakiś akt desperacji z mojej strony. Strach przed tym, że moja relacja z Wilde'm wróciłaby do punktu wyjścia. Blondyn popatrzył na mnie jednak za chwile zbliżył się do mnie i musnął delikatnie wargami moje usta. Nie był to pocałunek taki jak zawsze. Pełen namiętności i pożądania. Ten miał w sobie coś innego...Czułość. Coś z czym nigdy się nie spotkałam. 
- Kocham Cię Frances. - szepnął w moje usta, gdy tylko otworzyłam oczy spoglądając w jego tęczówki. Na to jednak nie umiałam mu odpowiedzieć. Nie byłam zdolna do uczuć, dlatego tylko ponownie przylgnęłam do jego ust. 



Adam POV 


Założyłem kaptur na głowę i odpaliłem kolejnego papierosa. Nie mogłem zebrać swoich myśli. Ciągle tylko po głowie chodziła mi Melanie i nawet Jenny nie mogła mi w tym momencie pomóc. Przez głupią obecność na koncercie znowu przewróciła mój świat do góry nogami. Wprowadziła bałagan i zniknęła. A moje uczucia, które miałem nadzieję, że zniknęły na nowo powróciły. I nawet jakbym nie chciał, to moje serce wciąż biło dla brunetki. Dla tej małej, uroczej, kłamliwej brunetki. Szedłem powolnym krokiem kopiąc po drodze jakiś kamień, który napatoczył mi się jeszcze w pobliżu hotelu. Zaciągnąłem się papierosem i rozejrzałem wokół. Chyba nie spodziewałem się nikogo zobaczyć w nocy na moście, który prowadził do dzielnicy najbiedniejszych mieszkańców Portland. W pobliżu znajdowała się po za tym fabryka, w której zazwyczaj przebywali okoliczni narkomani, wiem, bo sam tam byłem kiedyś stałym gościem. Wiedziałem, że idąc tam nie robię dobrze. Powinienem w ogóle nie wychodzić z pokoju, jednak nogi same mnie ciągnęły w tamtą stronę.


flashback

- Adam! Adam! Wiem, że tu jesteś! - zasłoniłem swoje uszy dłońmi, jakbym przez to uchronił się przed krzykiem brunetki. Nie chciałem, żeby widziała mnie w takim stanie, nawet nie wiedziałem, co tutaj robiła. Panicznie rozejrzałem się po pomieszczeniu w którym się znajdowałem, jednak oprócz gołych ścian i jednego zepsutego materaca nic w nim się nie znajdowało. Nie miałam szans na ucieczkę. Oczywiście mogłem wyskoczyć przez okno, jednak jeszcze nie byłem, aż tak naćpany, żeby posyłać się na kalectwo. Kroki nagle ustały, a ja spojrzałem w bok widząc na Brooks staje oniemiała patrząc na mnie. - Adam...
- Zostaw mnie. Nie powinnaś tu być. - mruknąłem pod nosem i przetarłem twarz dłońmi próbując jakkolwiek kontaktować z rzeczywistością. Ogarnęła mnie panika. Dosłownie, ręce trzęsły mi się, a na czole pojawiły się kropelki potu. Wziąłem głęboki oddech by jakoś się uspokoić. W sumie miałem nadzieję, że dziewczyna zaraz wyjdzie i nie będzie chciała mnie znać. Tak było prościej. Nawet jeśli zaczynałem ją powoli lubić, to nie chciałem ją skazywać na życie ze mną. Byłbym wtedy skrajnym egoistą.
- Adam... - poczułem jej ciepłe dłonie na moich i po chwili odsłoniła moją twarz patrząc na mnie w skupieniu. Wyglądała jakby się...martwiła? Chyba tak, albo mam po prostu halucynacje, bo to też jest możliwe. - Co się dzieje? - zapytała, a ja tylko parsknąłem śmiechem, ta cała sytuacja w ogóle była idiotyczna.
- Nie widzisz? Jestem pieprzonym ćpunem. Więc chyba możesz już iść, bo nie jestem taki jaki myślałaś. - zaśmiałem się po raz kolejny, ale szczerze mówiąc nie było mi do śmiechu. Wręcz przeciwnie, chyba po raz pierwszy w życiu chciało mi się płakać z bezsilności. Poczułem jak dłonie Melanie dotykają mojej twarzy by skierować mój wzrok na nią. To chyba była jedna z najtrudniejszych rzeczy, którą przyszło mi w życiu robić, popatrzeć na nią, gdy moje oczy wręcz uciekały od jej spojrzenia. Bolało mnie, gdy widziałem jak zbierają się w nich łzy. 
- Zależy Ci na mnie? - szepnęła, a ja przez chwile znieruchomiałem i tylko pokiwałem niepewnie głową. To był po prostu odruch, nie umiałem kłamać. Nie jej. Przybliżyła się do mnie i delikatnie ustami musnęła moje wargi. - To nie rób tego. 



end of flashback


Stanąłem przed wejściem zastanawiając się czy rzeczywiście powinienem tam wchodzić. Raczej nie - mówił mi rozsądek, natomiast głos w mojej głowie mówił, że przecież nic mi nie szkodzi. Może bałem się tego co tam ujrzę? Chociaż większość moich "przyjaciół" z tamtych czasów, wąchała kwiatki od spodu. Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć spokojnie, że narkotyki to piekło. I to nie jest tak jak mówią, że się za pierwszym razem nie uzależnia. To się tak zaczyna. Próbuje się, a potem za bardzo zaczyna nam się to podobać. Tak było ze mną. Najpierw tylko jarałem, potem zacząłem podupadać na zdrowiu i zielsko nie pomagało zwalczyć bólu. Zacząłem wciągać amfetaminę, pocierać dziąsła, aż w końcu skończyłem uzależniony od heroiny ze strzykawką w ręce. I nie jest łatwo z tym skończyć. Szczerze mówiąc od kiedy opuściłem zakład odwykowy jedyną rzeczą, która krąży mi po głowie wcale nie jest Melanie, tylko to kiedy w końcu się złamię i sięgnę po narkotyki. I teraz stojąc w starej kryjówce to pragnienie się jeszcze bardziej nasilało.
- Kogo my tu mamy? - odwróciłem się słysząc kpiący głos i spojrzałem na postać, której myślałem, że już nigdy nie zobaczę.


***




5 komentarzy:

  1. Fantastyczny rozdział!! Nie mogę się już doczekać następnego. Swoją droga bardzo fajnie piszesz... oby tak dalej.
    Pozdrawiam życzę weny i większej liczby czytelników!! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny! nexxxxt proszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne opowiadanie, powodzenia. /N

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział.
    Zajebiaszczy szablon, bardzo lubię Selene Gomez postaram się częto zaglądać!!
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy coś nowego??

    OdpowiedzUsuń